czwartek, 12 listopada 2009

przed długimi, zimowymi nocami

Noc nie jest porą ciemności. Czyż ogień nie prezentuje się najpiękniej właśnie nocą? Nie ważne czy iskry skaczą po zakątkach domowego kominka, w ognisku na górskiej polanie czy po knocie świec na stole, przy którym zasiadasz. Patrzysz na płomień i czujesz się bezpiecznie. A dlaczego by nie rozpalić ognia w sobie? Spróbuj. Usiądź wygodnie w ulubionym fotelu, połóż na ulubionej kanapie. Zamknij oczy. Pojawiają się pierwsze ogniki. Czujesz jak kojące ciepło i światło docierają do każdego zakątka twojego ciała? A teraz wrzuć do żaru wszystkie troski minionego dnia. Jedną po drugiej. Wyjmuj je z głowy i z serca. Nie zastanawiaj się czy to słuszne. Za długo rosły w twojej głowie, pielęgnowane myślami i wspomnieniami. Jeśli chcesz, skrop je łzami. One nie zniszczą ciepła, bo tylko od Ciebie zależy jak długo będzie palił się ogień. Możesz zaprosić do siebie przyjaciół. Powiedz głośno, że cieszysz się, że są. Te słowa dotrą do nich, nawet jeśli śpią właśnie wtuleni w miękką pościel. Tańcz wokół światła. Widzisz, znów zaczynasz się uśmiechać. Nie bój się, że świt zastanie Cię wśród zgliszczy. Nim słońce wstanie zrodzą się z nich: spokój i nadzieja. Już teraz możesz wyczuć ich obecność. Czujesz się panem siebie. Już wiesz jaka siła w Tobie drzemie…
Nocą najpiękniej podróżuje się w głąb siebie.


Tekst pochodzi z publikacji "Optymizm na każdą porę" wydanej w ramach projektu "Optymizm pilnie poszukiwany".

niedziela, 22 marca 2009

wiadomość dla I.

Jesteś póki co wyspą na oceanie mętnej beznadziei uczuć, który otacza mnie od kilku miesięcy. I jesteś kolejnym umocnieniem mojej wiary, ze cuda się zdarzają i trzeba w nie mocno wierzyć. A cud to nie materializacja rzeczy pozornie niemożliwej, ale nadejście tej oczywistej, która, z bliżej nieznanych powodów, unikała nas do tej pory jak przysłowiowego ognia. Ja czekam wciąż na swój, są tacy, którzy właśnie zwątpili w jego istnienie. Nie prześlę im Twojego prezentu dla mnie - tych kilkudziesięciu znaków, które przyniosły mi dziwny spokój i przekonanie, że będzie dobrze. Napiszę im, że szukania własnego szczęścia trzeba czasami zacząć od szczęścia innych, bo ono jest zaraźliwe. Pozwólmy temu co nie jest nasze pomieszkać w naszej głowie. Pokarmmy się trochę smakołykami z cudzego talerza, zanim przystąpimy do uczty przy naszym własnym stole.

sobota, 14 marca 2009

dla mojego chrześniaka

http://lidkaaa.wrzuta.pl/audio/1VDniMOFH9/kolysanka_dla_okruszka_-seweryn_krajewski

czwartek, 12 marca 2009

na nowo

Byłam na Ciebie zła mój Aniele – wybacz. Zastanawiałam się po co znów każesz mi tak uparcie dobijać się do znajomych drzwi. Fakt, widziałam ogień - symbol szczęścia i ciepła, ale uwierz mi, czułam, że na końcu tej drogi nie widzisz happy endu. Stąd moje nerwy i dni pełne myśli
i pytań, na które odpowiedź znał tylko czas. Długo się przeciągał, a ja nie miałam odwagi stawić mu czoła. I wierzę, że Ty go w końcu zmusiłeś do poddania się i do wyciągnięcia ze mnie słów, które rozpędziły karuzelę. Świat wirował, czas śmiał się ze mnie, ale ja trzymałam się kurczowo pionu, bo gdzieś tam w tle wciąż majaczyły mi białe skrzydła. Palce jeszcze bolą od uderzeń w drewno, ale karuzela kręci się coraz wolniej, tak, że mogę nawet wyraźnie widzieć Twoją uśmiechniętą twarz. Teraz już wiem, że trzeba było zakręcić się aż do omdlenia raz jeszcze, by już wkrótce móc spokojnie iść, bez obawy o utratę równowagi.

niedziela, 26 października 2008

urodzinowo

jesteś już tak daleko

i nie chodzi tylko
o tysiące kilometrów
oceanu

w mojej głowie
mgła

pajęczyny
na Twojej twarzy

grzęzną w nich
jak natrętne muchy
ostatnie wspomnienia

wtorek, 21 października 2008

podsumowanie

"I znów upór, żeby powstać i znów iść i dojść do celu..."
Szczęśliwa i wciąż umiejąca marzyć. Mimo wszystko.

czwartek, 9 października 2008

do bliskich sercu :)

W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć

( Jonasz Kofta )

wtorek, 7 października 2008

violently happy

Tyle co w tytule. I nie potrzeba więcej.

niedziela, 5 października 2008

"impresyjka"

Ludzie chcieliby dotknąć gwiazd. Jednym z kandydatów mediów do Nobla w dziedzinie fizyki jest polski profesor, odkrywca pierwszego pozasłonecznego układu planetarnego. Przeciętni zjadacze chleba odkrywają dzikość czarnego lądu i monumentalność zaoceanicznych miast. A ja zaczynam wierzyć, że nie trzeba sięgać daleko, by znaleźć swoje szczęście i spełnienie. Bo pewnego dnia może okazać się, że ono cały czas mieszkało bardzo blisko - w mojej ziemskiej kilkutysięcznej krainie cudów.

piątek, 3 października 2008

a ja czekam i czekam i czekam

Oczekiwanie jest czasami przyjemnością. Czy zdarza wam się odwlec, choć na ułamek sekundy, moment przeczytania maila czy sms-a, by móc poczuć mrowienie w żołądku i słodką niepewność, tę samą, którą czuje dziecko tuż przed odpakowaniem prezentu znalezionego pod choinką? Nie wiesz, co znajdziesz w środku. Nie wiadomo, czy uśmiech nie zmieni się w podkówkę żalu. Ale sam moment, gdy obraz wiruje przed oczami, a do mózgu nie dotarła jeszcze żadna informacja, jest wart późniejszego rozczarowania. W tej krótkiej chwili można widzieć i czytać co się tylko chce, czując pod skórą jak tańczy serce.
Ja wciąż czekam, wiruję, tańczę. Delektuję się każdą minutą, która mijając, przybliża rozwiązanie zagadki. Mam tylko nadzieję, że gdy otworzę prezent, nie wyskoczy z niego uśmiechnięty ironicznie klaun, trzymający kartkę z napisem: „To był tylko żart”

poniedziałek, 29 września 2008

po prostu

Gdybym umiała czytać w Twoich myślach, cóż bym w nich znalazła? Jaką rolę gram teraz w Twoim teatrze?
Gdy byłam małą dziewczynką chciałam być królewną, później nauczycielką – najpierw ojczystego języka, a w końcu życia. A dzisiaj? Nie mam zbyt wygórowanych ambicji. Byłabym szczęśliwa, gdyby smakowały Ci moje obiady. Cieszyłyby mnie wspólne wieczory wtulone w ciepły koc
z filmowym obrazem na kilkunastu calach, albo i bez, byle z Tobą. Kilka płatków w wazonie, słodycz na podniebieniu i wszystkie te znaki, dzięki którym nie potrzeba słów.
Czyż nie cudownie byłoby stać się czyimś sukcesem?
Zobacz, nie mam krągłości Marilyn Monroe, ust Moniki Bellucii, ani nóg Naomi Campbell, ale mam serca całkiem spory kawałek i przyzwoitą ilość szarych komórek. Gdybyś chciał mogę oddać oba swoje skarby i cielesność nieidealną też dorzucić. Zastanawiam się czego pragniesz
i gdzie chcesz dojść. Zostawiliśmy już za sobą tyle śladów. Wciąż jednak możemy zgubić się
w tłumie, zapomnieć o wczoraj i szczęśliwie gnać przed siebie aż zobaczymy drugi brzeg.

sobota, 28 czerwca 2008

przepraszam i zapraszam

Nie myślcie, że o Was zapomniałam, moi wierni czytelnicy i mój wierny czarny konfesjonale, w którym zostawiam ku pamięci swoje myśli i marzenia. Póki co zmieniłam adres. Teraz mieszkam tu:
http://www.janowicewielkie.eu/

nr mieszkania: zakładka "Optymizm".

Na razie nie jestem w stanie utrzymać dwóch domostw, ale postaram się wpadać tu czasami choć na kilka chwil. Was też zapraszam i proszę o niezniechęcanie się. Zaglądajcie na tę ulicę, bo ja też czasami wpadnę na stare śmieci i odwiedzajcie mnie w moim drugim domu, trzymając kciuki, by się wszystko udało.

wtorek, 10 czerwca 2008

przedsmakowanie

Pierwsze czereśnie. Nie do końca dojrzałe, lekko kwaskowate. Pyszne. Znikają z porcelanowej miseczki i zaczynają żyć moim życiem. Wciągam głęboko powietrze. Czuję tą słodycz. Tuż za nią nadciąga ciepło z delikatnym aromatem nadmorskich plaż i górskich strumieni. Zbliża się lato :)

niedziela, 8 czerwca 2008

reaktywacja

- Koniec pewnego etapu w życiu? – podsumował kolega patrząc na moje krótsze o co najmniej kilkanaście centymetrów włosy. Oj, tak proszę pana, koniec nieuchronny. Już nie będzie łez. Nie będzie. Wreszcie mogę iść do przodu, mogę nawet biec jeśli przyjdzie mi na to ochota. Mam siłę, która pozwala mi mocno stąpać po ziemi. Nie chwieję się już, nie płaczę gdy wiatr mocniej zawieje mi w oczy. Znów jestem panią swoich myśli, a jeśli pojawi się w nich przypadkiem jakiś nieproszony gość, nie wytrąca mnie to z równowagi. Nawet jeśli przyjdzie z długowłosą blondynką.
Cudownie jest znów nie czuć nic. Być ponownie czystą kartką papieru, na której los zacznie wkrótce pisać kolejną historię.

czwartek, 15 maja 2008

obserwacje

Czas nie wszędzie płynie jednakowo. Uwierzcie mi. „U nas” przeciąga się każdego ranka leniwie jak kot i gdy jasność bezwstydnie panoszy się już po okolicy, zaczyna spokojnie zmierzać ku zachodowi. Ale wystarczy pokonać odległość kilkuset kilometrów by z przerażeniem stwierdzić, że pędząca w twoją stronę z niewyobrażalną prędkością machina za chwilę zmiecie cię z powierzchni. Jeśli jesteś wystarczająco zdeterminowany – przetrwasz nawałnicę, ba, zaczniesz się nawet przyzwyczajać do ciągłego szumu w uszach i zawrotów głowy. Siedząc przy kawiarnianym stoliku obserwujesz zmieniające się jak w kalejdoskopie postacie. Kawa, ciastko, herbata, ciastko, kawa. Wszystko znika w czeluściach, a oprawcy biegną dalej, wsiadając z powrotem na wielkomiejską karuzelę. Miejsce zielonego krawata zajmuje szybko krawat niebieski lub w kolorowe paski. Nie zdążysz nawet zanotować dobrze w świadomości rysów twarzy, a już patrzysz na kogoś innego. Kobiety, mężczyźni, bruneci, blondynki, grubi i chudzi – wszyscy wrzuceni do jednego kotła wirują, nie zdając sobie nawet sprawy, że mogą w każdej chwili powiedzieć: stop! „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...” -nucisz po raz kolejny i przeciągasz się leniwie jak kot. Wiesz, że masz czas. To Twój czas :)

poniedziałek, 12 maja 2008

pamiątka ze stolicy


podróż

Siedzę nieruchomo. Drzewa mijają mnie w szaleńczym tempie nieświadome, że nigdy nie dogonią żółtych połaci pachnącego już miodem rzepaku. Odliczam sekundy, które czas sprytnie zmienia w minuty, a te – w godziny. Zmęczone słońce po raz kolejny przegrywa rywalizację w „kolory”. Rozpoczyna się panowanie złota i czerni.
Zamykam oczy. Pod powiekami suną rzędem spółgłoski i samogłoski. Wszystkie drżą z podniecenia. Te związane uściskiem i te tęskniące, oddzielone od siebie spacjami i znakami interpunkcyjnymi. Każda pierwsza chce opowiedzieć swoją historię.
Strzepuję w pośpiechu resztki snu. Chwila niepewności i… oddycham z ulgą. Czarne znaki wciąż czekają na mnie na białym papierze.

Nad moją głową fruwają anioły…

niedziela, 4 maja 2008

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Dzień pracy powszedni

Godzina siódma rano. Budzik wyje jak oszalały. Chowam głowę pod kołdrę mając nadzieję, że to tylko element mojej sennej wyobraźni. Po kilku kolejnych dźwiękach stawiam na podłodze jedną a później drugą nogę. To jednak rzeczywistość, a ja chcąc nie chcąc już się w niej znalazłam. Następne kilkanaście minut to pogoń między sypialnią, łazienką i kuchnią. Trudne wybory: pomalować rzęsy czy zjeść śniadanie. Wreszcie, spóźniona już na starcie, rzucam krótkie „wychodzę” i zamykam za sobą drzwi. Siedemset metrów dzielące mój dom od miejsca pracy poświęcam na ostateczną pobudkę. Później w podskokach na drugie piętro. Światło, komputer, czajnik – włączam po kolei. Nareszcie herbatka zagryzana kanapką i poranny przegląd ulubionych internetowych stron. O godzinie x decyzja – bierzemy się do pracy. Zresztą już przecież odebrałam kilka telefonów, z elektronicznej skrzynki wyrzuciłam garść spamów, resztę wydrukowałam i skrzętnie zapisałam w rejestrze. Kilka informacji bardzo ciekawych zapamiętuję mając nadzieję, że wrócą do mnie z powrotem, tym razem opatrzone czerwoną pieczęcią z datą i własnym numerem. A potem bywa różnie. Czasem nie mogę się odpędzić od gości innym razem ślęczę nad literami lub cyframi w nadziei, że pies z kulawą nogą do mnie nie zajrzy. Jest miejsca na stres i poczucie zadowolenia. Na małe sukcesy i wielkie porażki. Po ośmiu godzinach jeszcze ostatni rzut oka na dorobek dzisiejszego dnia i żegnam brudne ściany i starą wykładzinę. I tak w kółko. Pięć dni w tygodniu, cztery tygodnie w miesiącu, dwanaście miesięcy w roku. A w głowie nieustannie kołacze się myśl. Pytanie, a może pragnienie. Jest mnie więcej niż stanowiska?